wtorek, 20 listopada 2012

03. Freedom.

*~*



nie wiem, ale tak mnie naszło <3


*Susan* 

Nie wiem jak, ale znalazłam się u mnie w domu. No u nas w domu. Wbiegłam to mojego pokoju. Julie była zdziwiona moim zachowaniem. Była już w naszym mieszkaniu? Dziwne. Usiadłam z przerazeniem w oczach na łóżku. Chciało mi się płakać. Nie wiem dlaczego. Wstałam i wyszłam na balkon. Wszystko było takie puste. Nic nie widziałam ciekawego na tym świecie. Julie weszła do mojego pokoju. Odwróciłam się natychmiastowo i weszłam w połowie do środka.
- Co jest znowu?- zapytała. Miała jak zwykle upięte włosy w kucyka, swoje krótkie spodenki, nawet jak jest zimno je nosiła i t-shirt z napisem "fuck you bitch". Przewróciłam oczami.
- Nic.- westchnęłam i zniknęłam w czarnym tle. Usiadłam na belkach od balkonu. Było strasznie zimno. Ja jednak miałam to w nosie. Oparłam się o ścianę która była otynkowana. Szarość mnie przygnębiała. Julie przyglądała mi się uważnie.
- Możesz mi powiedzieć o co chodzi ?!- powiedziała ostro. Pokiwałam na nie i zeskoczyłam z belek na płytki którymi wyłożony był balkon.
Poszłam do łazienki wymijając Juliett. Usiadłam na ziemi. Nie wiem co mi się teraz stało. Weszłam pod prysznic i myłam się z 40 minut. Wyszłam wycierając ręcznikiem włosy. Jul musiała już iść spać. Była już umyta bo szła właściwie już dzisiaj na wykłady. Miałam na sobie tylko ręcznik który sięgał zaledwie tak by zakrywać moje pośladki. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozczesywać moje długie, blond włosy. Spoglądałam w niebo na którym widoczny był piękny księżyc. Westchnęłam głęboko i założyłam nogę na nogę. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Przestraszyłam się. Było dosyć późno,a raczej późno.Ci frajerzy którzy zabrali telefon? Jeśli tak to chyba się zamorduję. Idąc na palcach zbliżałam się do drzwi. Poparzyłam kto to stoi po drugiej stronie. Harry? A co ten tutaj robił? A w ogóle skąd on wie gdzie ja mieszkam?! Spojrzałam w dól i odsunęłam się od drzwi. Na mojej nodze jak zawsze widziałam mój największy błąd życia- mały tatuaż z napisem "you are my love forever". Był to ohydny napis, ale prawie nie widoczny. Obok kolana. Dziwne, ale widziałam go tylko gdy miałam ręcznik na sobie. Na plaży, w krótkich spodenkach nigdy go nie widziałam.
Otworzyłam niepewnie drzwi i uchyliłam je tylko trochę.
- Co ty chcesz i skąd wiesz gdzie ja mieszkam?!- szepnełam ale ze słyszalnym poirytowaniem.
- Wpuść mnie, mam ważną sprawę.- powiedział cicho.
- Nie znam cię prawie. - stwierdziłam pewnie. Ale po chwili uchyliłam mocniej drzwi i on wślizgnął się do mieszkania. Zmierzył mnie wzrokiem i przełknął ślinę.
- Musisz być tak "ubrana"? - zapytał i uniósł brew z niepewnościa.
- Tak, o co chodzi?- zapytałam i pstryknęłam palcami.
- O nic, chciałem cię zobaczyć.- powiedział to w taki sposób że na początku mu uwierzyłam, a po chwili zaczęłam się śmiać.
- No dobra, żart.- stwierdził. Zayn chciał się z tobą umówić ale boi się zadzwonić.- powiedział cicho i po prostu wyszedł. Po jakichś 10 minutach dostałam wiadomość z numeru prywatnego. Czyżby Zayn? Nie, to nie był on. Wiadomość była na pozór normalna, ale ja i tak jak zawsze doszukiwałam się głębszego sensu. SMS o następującej treści "Wiesz, nie jesteś taka na jaką wyglądasz. Jesteś świetna i za razem inna niż te wszystkie co znam. Spotkajmy się jutro o 2.30 p.m. pod kawiarnią przy której często bywasz ;) " przyszedł tak nagle. Po prostu nie wiedziałam co myśleć. A może jednak to Zayn? Nie wiedziałam co myśleć ale jednak postanowiłam pójść.

***

Poranek minął gładko, po prostu szybko. Wstałam o 10. Nie chodziłam na razie do pracy, miałam chorobowe z powodu tego że jakieś 2 tygodnie temu chodziłam jeszcze z szyną na ręce. Wkurzyłam się gdy dowiedziałam się że mam skręconą rękę. Cóż, takie jest życie. Teraz jest sprawna, ale nie mogę jej jednakże nadwyrężać. Teraz i tak nie pamiętam o tym skręceniu. Pomalowałam się tak jak prawie zawsze, tusz do rzęs, korektor, trochę pudru, delikatny róż, pomadka ochronna i tak mogłam wyjść wszędzie. Popatrzyłam na siebie, no na lustro. Ubrałam czarne rurki, wysokie glany, bluzkę z buźką Nirvany i założyłam skórzaną kurtkę przy której podwinęłam rękawy. Była chodzina 12. Do spotkania jeszcze jakieś 2 godziny. 
Nie spieszyło mi się. Juliett popatrzyła na mnie jedząc płatki.
- A ty nie powinnaś iść?- zapytałam niepewnie i przełączyłam kolejny kanał w TV. Stałam i wzdychałam bo po prostu nudziło mi się.
- Nie, postanowiłam zrobić sobie wolne.- stwierdziła. Odstawiła miskę do zlewu. Podbiegła i wyrwała mi pilota. Rzuciła się na sofę.
- Ej!- krzyknełam za nią.
- Oj tam, cicho.- zachichotała i włączyła na MTV. Kto by się spodziewał? Każdy. Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Usiadłam obok niej i westchnęłam. Siedziałam zupełnie prosto. Po chwili zdjęłam glany i położyłam się.
- Muszę spać.- stwierdziłam. Dobranoc.- zachichotałam i odwróciłam się. Po jakimś czasie poczułam cudowny zapach. Przetarłam oczy i podniosłam się z kanapy. Julie gotowała. Kochałam to. Ona była mistrzynią w kurczaku którego właśnie robiła. Popatrzyłam na zegarek. 2.13 p.m.
- Cholera.- mruknęłam. Poszłam do łazienki. Poprawiłam makijaż. Wróciłam do pokoju który połączony był z kuchnią.
- Co jest mrówko?- zaśmiała się i gotowała dalej.
- Lecę.- szepnęłam. W drodze do kuchni zakładałam glany. Pocałowałam Jul w policzek i poklepałam ją w ramię. Zawiązałam szybko buty.
- Weź klucze!- krzyknęła za mną. Wzięłam klucze, telefon i słuchawki. Do ust włożyłam 2 gumy i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki do uszu. Kiedy byłam prawie przed kawiarnią zwątpiłam. Cofnęłam się. Ludzie chodzili jak w mrowisku. Cóż, nie chce mi sie wracać, poczekam z 5 minut i pójdę na zakupy.- pomyślałam,bo wyczułam w mojej kieszeni parę funtów. Wyjęłam je. O, nie mała suma. 50 funtów. Skąd? Sama nie wiem. Popatrzyłam na zegarek na telefonie. 2.32 p.m. Rozejrzałam się. Nikogo nie było. Super, nie ma to jak kawał.- westchnęłam i odwróciłam się. Uderzyłam o kogoś. Jak zwykle, miałam zawsze takie szczęście. Zakapturzona osoba. Pociągnęła mnie za rękaw. Zdziwiłam się. Chciałam się wyrwać, ale po chwili przeszła mi ta myśl. Westchnęłam i po chwili zatrzymałam się.
- Kim ty do cholery jesteś? Nie mam czasu.- powiedziałam ostro. Z resztą co za normalna osoba idzie za jakimś "dresem"? Chłopak zdjął swój kaptur i kiedy tylko zobaczyłam kto to aż się cofnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz